Forum Nowotwory » Nowotwory mózgu » Gwiaździak anaplastyczny

Gwiaździak anaplastyczny

Witam,
Jakie są rokowania jeśli badania histopatologiczne stwierdziły guza o nazwie Astrocytoma Anaplasticum in glioblastoma vertens WHO G III/IV, wspomnę że osoba chora ma 25 lat
Ewa, 2010-10-22
Nie znam dokładnych informacji klinicznych, aby konkretnie odpowiedzieć na to pytanie (wielkość guza, jego naciekanie, wyniki badań laboratoryjnych i obrazowych, historia choroby).
Gwiaździak anaplastyczny to bardzo złośliwy nowotwór praktycznie o największej złośliwości przechodzący w bardziej złośliwego glejaka wielopostaciowego.
Leczenie objawowe gwiaździaków polega na obniżaniu ciśnienia śródczaszkowego za pomocą kortykosteroidów, mannitolu i furosemidu. W przypadkach, gdy usunięcie guza nie wywoła utraty pewnych funkcji przez chorego wykonuje się zabieg kraniotomii. Wskazania do zabiegu powinny być jednak ustalane indywidualnie. Duże znaczenie ma lokalizacja, rozmiar guza oraz jego progresja. Zabieg jest utrudniony w przypadku gwiaździaków złośliwych, które naciekają otaczającą tkankę mózgową i dlatego trudno jest ustalić wówczas odpowiedni margines resekcji. Pomocniczo stosowana jest radioterapia oraz chemioterapia.
Rokowanie zależy od stopnia złośliwości guza i jego zasięgu.
medicus, 2010-10-27
Mój mąż 30 lat żyje z glejakiem 3 stopnia , który przekształcił się już w 4 stopień.
od pierwszej operacji minęło właśnie 5 lat
monika, 2011-07-01
Mój znajomy już 7 lat żyje od pierwszej operacji, a dwa lata temu miał usunięte gwiaźdżiaka anaplastycznego i jak narazie jest ok. Razem przeszedł 4 operacje mózgu
Olga, 2011-12-18
Mój Mąż niestety nie miał tyle szczęścia.. we wrześniu wykryto u niego guza mózgu gwiaździaka anaplastycznego IIIst.. Guz był operacyjny, został częściowo usunięty ze względu na bardzo niekorzystną lokalizację przy pniu mózgu.. po operacji przeprowadzono radioterapię 6 tygodniową i niestety nie udało się.. Złośliwość guza przerodziła się w glejaka i nie dała szans wygranej.. Zazdroszczę tym którzy mieli szczęście w walce z tą chorobą.. Najważniejsze to wierzyć do końca że wszystko wróci do normy... wola walki!
xxx, 2012-02-17
Ciężko było mi w ogóle siąść i podzielić się moim bólem z tymi którzy mają w swojej rodzinie lub wśród bliskich znajomych osobę chorą na nowotwora złośliwego.Jestem matką która pochowała już dwoje dzieci 21 lat temu zmarła moja czteroletnia córeczka Justynka ( nowotwór złośliwy centralnego układu nerwowego ) a 7 listopada 2011 r. zmarł mój 19 letni syn glejak anaplastyczny pnia mózgu III stopnia ( nawet były już przesłanki IV st.). Michał dzielnie walczył ze swoją chorobą. Wszystko zaczęło się gdy skończył 15 lat i stracił świadomośc,. Różne były diagnozy ale jedno było pewne że jest to guz, który pomalutku ale przyrastał.Lekarze nie podjęli się nawet zrobienia biopsji ze względu na jego lokalizację,Mieliśmy dużą nadzieję, że zastosowane będą noże Gamma niestety to też nie wchodziło w grę. Jedynym ratunkiem dla syna była klinika w Szwajcarii, ale koszt naszego wyjazdu to była kwota 34 tys. franków szwajcarskich, czyli około 130 tys.zł, Rozpoczęła się walka o życie i zdrowie naszego syna.Jego stan zdrowia się z dnia na dzień bardzo pogarszał wiedzieliśmy,że nie mamy czasu. Wprzeciągu dwóch tygodni musieliśmy zebrac potrzebną kwotę, aby w Szwajcari zrobili dla syna biopsję i punkcję.Miasto z którego pochodzimy i ludzie okazali się wspaniali wszyscy włączyli się do akcji to wspaniali i kochający ludzie za których do końca moich dni będę się modlić. Wyjazd nasz został ppzyspieszony ze względu na to że syn czuł sięcoraz gorzej, Kiedy wyjerżdżaliśmy syna prawie wnosiliśmy do samochodu.Bóle głowy coraz silniejsze, wymioty, trudności z poruszaniem się. podjęliśmy się sami i osobowym samochodem jechaliśmy do Zurychu, Tam zajęli sięnami wspaniali lekarze, Michała trzeba byłó natychmiast operować,gdyż guz osiągnął bardzo duże rozmiary i Michaś mógł w każdej chwili umrzeć. Syn był ope4rowany 9 godzin, to były najdłuższe dni w moim życiu. Niestety lekarze nie dali nam dużych nadziei- nowotwór okazał się złośliwy i nieoperacyjny. To co udało się im zrobić to udrożnić przepływ płynów międzyczaszkowych. Jak chcieli operować z jednej strony ciśnienie rosło do 230 jak z drugiej strony to następował paraliż. Po operacji Michaś miał lekko sparaliżowane ustka i nie przymykało mu się jedno oczko. Ale żył io ja byłam razem z nim, tak bardzo mocno go kocha i nie mogliśmy się doczekać powrotu do domu. Wiadomośc jaką ode mnie usłyszała rodzina to szok - nowotwór okazał się złośliwy. Jedyne o co prosiłam lekarzy to aby mu tego nie mówili, Po powrocie do kraju było 6 tygodni radioterapii, rehabilitacja i ciągła walka. Prosiłam Boga aby go nam nie zabierał aby pomógł mu w walce z tą chorobą. Zawierzyłam Matce Boskiej jegom życie i zdrowie. Michaś uczył się wszystkiego od nowa siadania. jedzenia raczkowania, podnoszenia głowy,samodzielnego siadania. pisać zaczynał od ślaczków. jak dziecko w przedszkolu. Syn bardzo ładnie rysował wstawiał swoje rysunki w internet i dostawał pozytywne opinie. Zostało po nim wiele rysunków, które zdobięą ściany mieszkania i jeden, który nie został skończony, Młodszy syn Kuba dokończył go pośmierci syna.Zaczynał chodzić przy chodziku. sam zrobił trzy kroki, taki był z siebie dumny, a my z radości dziękowaliśmy Bogu za każdy dzień z nim przerzyty.Choroba nie dała za wygraną,12 września nastąpił obrzęk mózgu. po którym odjęło mu władzę w nogach. póżniej doszło wodogłowie i odjęło mu władzę w rękach.Sepsa, odleżyny , kłopoty z połykaniem pokarmu.Nie pomogła także chemioterapia. Czuliśmy,że syn odchodzi, nie opuszczaliśmy go ani w dzień ani w nocy,Świadomy bl do końcas, nie mógł mówić ale porozumiewał się z nami za pomocą ruchu głowy lub oczu.Był w swojej chorobie bardzo cierpliwy i znosił ból z wielką pokorą, nigdy nie narzekał, ale przepraszał nas ciągle za to, że musimy się nim opiekować chodzić przy nim, Dla nas to była wielka radość móc się nim opiekować i być prz nim. Kiedy umierał trzymaliśmy go mocno za ręce a z jego oczu płynęły łzy bo jemu też było ciężko rozstawać się z tymi których kocha.Proszę mi wierzyć to co nas trzyma przy życiu to dwoje dzieci których mamy oraz wiara, bo ona pomaga kiedy nam jest dobrze i kiedy jest nam żle.Bardzo gonam brakuje,tęsknimy za nim, za jego głosem, zapachem.Ciągle zadajemy sobie pytania,dlaczego?Za co Bóg tak nas ukochał, że dwoje młodych dzieci zabrał do siebie.Ktoś mi kiedyś powiedział, że tam w górze Bóg nie mógł sobie bez nich poradzić, a my tu na ziemi musimy sobie dać radę bez nich. Tam gdzie są nie czują już bólu, mogą chodzić. Ciągle wyobrażam sobie,że Michaś chodzi za rączkę ze swoją siostrzyczką i opiekuje się nią.Ciągle proszę Boga aby pomógł nam przez to przejść, ukoić nasz ból,ale też dziękuję Mu za to,że pozwolił naszym dzieciom przeżyć z nami tyle lat. Mam wspaniałego męża i dzieci, które mnie wspierają ale oni także tęsknią za bratem, chociaż starają sie tego nie pokazywać,
mynka, 2012-10-14
Pani *mynko* uważam Panią za bardzo dzielną i silna kobietę. Jest Pani wzorem do naśladowania.
ewa, 2013-01-31
Witam ja w lutym dowiedziałem się że mam guza gwiaździaka o nazwie diffuze astrocytoma g2 ale na nim zaleziono komórki o utkaniu anaplastic astrocytoma g3 zostałem zoperowany guza usunięto totalnie teraz mam mieć radio terapie i mam nadzieje że uda mi się wyzdrowieć ma 27 lat żone dzieci nie mam na razie pozdrawiam wszystkich trzymajcie się i nie podawajcie trzeba walczyć i się modlić
marcin, 2013-04-03
Będę się modlić za Ciebie i za to żeby się udało wyzdrowieć .Nastawienie psychiczne daje bardzo wiele. Pamiętam jak byliśmy w Szwajcarii i Michaś był już po operacji to powiedział mi słowa, których nigdy nie zapomnę* widzisz mamuś w Polsce mi nie pomogli a tutaj tak *.Myślałam, że mi serce pęknie bo syn nie wiedział do końca całej prawdy, że nowotwór okazał się złośliwy. Pamiętaj marcinie, że modlitwa i wiara w Boga to połowa sukcesu. Ja zawierzyłam całą moją rodzinę Matce Bożej, nasze życie, zdrowie i cokolwiek się dzieje w naszym życiu wiem,że tam na górze Pan Bóg zaplanował nasze życie. Ciężko nam jest do dzisiaj żyć z myślą, że nie ma wśród nas Michała,że nie mogę go dotknąć, pocałować,przytulić, ale tak jak napisane jest w Biblii Pan Bóg doświadcza tych, których kocha. Wiem, że walczyliośmy do końca, nie poddawaliśmy się, każdy dzień spędzony z naszym synem, każda noc była wielkim darem od Boga. Dlatego każdego dnia dziękuję Mu za to,że dane nam było mieć dwójkę tak wspaniałych dzieci jak Justynkę i Michałka, któzy teraz tam w górze są naszymi Aniołami Stróżami.Nie żałujemy żadnego dnia kiedy opiekowaliśmy się naszym synem, do końca z nim byliśmy i trzymaliśmy go mocno za ręce, kiedy odchodził do domu Pana. Mnie bardzo dużo pomaga modlitwa, kiedy tylko mogę idę do Kościoła, klękam przed obrazem Matki Bożej i rozmawiam z Nią jak ze swoją mamą, to mi bardzo pomaga. Marcinie jeżeli będziesz chciał jakieś namiary na lekarzy tam w Szwajcarii,. maile lub tym podobne mam wszystkie numery, wypisy Michasia ze szpitala itp. Już zwracali się do mnie osoby, których 4 letni kuzyn ma glejaka.Chciałabym chociaż w taki sposób odwdzięczyć się ludziom za to co dla naszego syna zrobili.Trzymaj się, życzę Ci powodzenia, oby wszystko się dobrze zakończyło a ja nie zapomnę w swoich modlitwach o Tobie. Jest taka modlitwa do św.Judy Tadeusz, który jest świętym od spraw trudnych i beznadziejnych, bardzo ją polecam.Trzymaj się i jak możesz to pisz o swoich postępach w leczeniu. Pozdrawiam Twoją żonę i powiedz,że bardzo ją wspieram.
mynka, 2013-04-06
Witam tydzień temu dowiedziałam się że moja siostra ma guza wszystkich ta wiadomość poraziła ,jeszcze nie wiemy jaki rodzaj ale jest duży i ma go już 6 lat mam nadzieje że szybko dojdzie do operacji i będzie ok .
dorota, 2013-04-22
Strona: 1 | 2 | dalej »