Forum Nowotwory » Nowotwory trzustki » Rokowania raka trzustki z przerzutami na wątrobę i do żołądka

Rokowania raka trzustki z przerzutami na wątrobę i do żołądka

Witam wszystkich,
Od wczoraj do dziś do tej chwili siedze i czytam fora dotyczące tego *niechianego przyjaciela*. 3 czerwca tego roku pochowałam męża 40 lat. Diagnoza to nowotwór trzustki i przeżutami do wątroby i śledziny. Początkowo chemia GEMZAR i dodatkowa chemia w tabletkach TARCEWA. Po odstawieniiu TARCEWY powoli zaczeły się schody ( dopiero teraz wszytko się układać). Do końca walczył. Od postawienia diagnozy przeżył rok.
Kilka postów wcześniej czytałam, że ktoś zainteresował się metodą ASHKARA (chyba tak to się pisze) zastosowałam to ale zbyt późno, gdyby nie to, że poznałam Panią która dzięki tej metodzie żyje, naocznie śledziłąm jej wyniki TK, przez długi czas leczył ją pr Szczylik który rozkładał ręce, leżała już w domu tylko piła......a teraz opiekuje się wnukami. Metode powinnam zrobić wcześniej ale był jeden warunek, nie przyjmować chemii....a jak wiadomo silniejszcza jest wiara w działanie chemii niż jakiegoś tam ziarenka....

Nie dotarło do mnie, ze Piotrka już nie ma. Cały czas mam wrażenie że zaraz wróci.............bardzo tęsknie
Kaśka, 2012-08-30
Moj tata ma 51 lat a wlasciwie mial dzisiejszej nocy odszedl nieswiadom tego ze byl to rak zlosliwy glowy trzustki z licznymi przerzutami na watrobe i zainfekowana sledziona do tego z wysoka bilirubina (odpowiada za kolor skory-zoltaczke) pierwsze co to operacja zespojenia czyli okreznica do zoladka bez watroby udroznionie drog zolciowych. niestety drogi zolciowe nie chcialy sie udroznic a to wciaz blokowalo wprowadzenie chemii. wszystko zaczelo sie 16 lipca dzisiaj jest 18 wrzesnia a moj najwspanialszy tatus nie zyje. nie wiem sama czy to lekarze zle dzialali czy poprostu tatus przegral walke z rakiem. czytam wasze wpisy i boje sie ze uznam za chwile ze to wina lekarzy. mialam nadzieje do ostatniej minuty jego zycia ale rak postepowal przez te 2 miesiace w strasznie szybkim tempie, zajete nerki woda w brzuchu, spadek masy o 25kg. gdy go karetka zabiera powiedzial tylko nie oddawajcie mnie. a w szpitalu pytal przez te kilka godzin kiedy go zabierzymy. zabral go Bog nam go odbierajac. jestem zrozpaczona nie wiem jak sobie ze wszystkim poradze. nie umiem sobie wyobrazic zycia bez niego mam tak wiele wspomnien. do konca pielegniarka z hospicjum mowila ze tatus jest tak pogodnym czlowiekiem i chcialaby miec kazdego takiego pacjenta. zycze wam chorym i calym rodzinom duzo wiary i nadziei bo ona umiera ostatnia...
Magda łodz, 2012-09-18
Jedyne co mogę powiedzieć to tylko to, że człowiek nie przyzwyczai się do tego, że Tej najbliższej osoby nie ma.....Można tylko uczyć się z tym żyć. Magda, wiem, że słowa typu *przykro mi* * bądź dzielna* itp Pomyśl sobie, że Tatę nic już nie boli, nie cierpi...... Pozdrawiam Cię
Kaśka, 2012-09-18
Pisałam 17 kwietnia, tydzień po stracie taty. dziś jest 5 listopada, a ja wciąż nie godzę się z tym. Magda, jak ja Cię doskonale rozumiem...
megi, 2012-11-05
Boli....co raz bardziej boli....
Kaśka, 2012-11-05
Magda moja mama zmarła półtora roku temu na raka trzustki i ja nadal nie moge sie z tym pogodzić. Myśle że potrzeba długich lat żeby otrząsnąć się z tego. Czytając te wpisy mam łzy w oczach bo jak sobie to wszystko przypomne to cierpienie mamy i to jak gineła w oczach i kolejne święta są bez sensu.....
Marta, 2012-11-28
Marta, dokładnie, idą święta, pierwsze które spędze bez męża. Boże On miał 39 lat życie było przed nim. Gdyby nie syn........Tęsknie za nim :(
kaśka, 2012-11-28
Mama zmarła miesiąc po urodzeniu się mojego syna i tylko on dał mi siłe bo wiedziałam, że jestem mu potrzeba bo gdyby go nie było to nie wiem.... Naprawde współczuje Wam wszystkim bo wiem co czujecie Ten żal, ból to coś strasznego
Marta, 2012-11-29
Najgorsze to patrzeć na osobę którą się kocha, widzieć jak cierpi i pomału gaśnie i czuć bezradność, strach, złość..........czekanie, czekanie na coś na co nie ma się żadnego wpływu. Człowiek w takim momęcie przewartościowywuje całe swoje życie....Ten rok, ostatni rok od momenu diagnozy mogła bym przeżyć jeszcze raz ale ostatnich 10 dni nie życze nikomu i tak naprawdę nie wiem gdzie we mnie było tyle siły, tyle racjonalnego myślenia.......Ale wiem, że jest, może nie ciałem ale duchem, wierze, że mi pomaga, że nas chroni tak jak to robił przez wszystkie wspólnie spędzone lata. Kocham Cię Piotruniu
kaśka, 2012-11-29
Tak jak moja mama jest przy nas tak i Twój mąż jest z Wami Jest w Waszych sercach i zawsze tam zostanie Pozdrawiam Was ciepło
Marta, 2012-11-30
Strona: « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | dalej »